Było:Wstęp, Lata dziecięceJak nauczyłem się czytaćPobyt w szkolePrzerwa w naucePrzygotowanie się do gimnazjumPierwsza podróż pociągiemW Warszawie,Powrót do domuOkres przed I wojną światową.

11. Wybuch wojny

I tak zastał mnie dzień 1 sierpnia 1914r. kiedy wybuchła I wojna światowa, początkowo nazywana wojną europejską. Wiadomość o wybuchu wojny przywiózł żydek Lejba. Szedłem wtedy łąką z lasu do domu i w pierwszej chwili nie dałem temu wiary. Ale wkrótce dostałem potwierdzenie tej wiadomości w gazecie. Byli u nas wówczas na letnisku synowie p. Kopczyńskiej Staś i Józio. Wkrótce przyjechała po nich matka i zabrała ich do Warszawy. Zjechała do domu i moja siostra Marysia, bo Rodzice nie chcieli się zgodzić na jej dalszy pobyt w Warszawie w czasie wojny. I w ten sposób młoda dziewczyna, która przez 3 1/2 lat widziała dużo w mieście, powróciła na wieś na gospodarstwo aczkolwiek nie miała do tego ani chęci ani zdolności.

Po wybuchu wojny rosyjsko, angielsko, francusko - niemieckiej i austriackiej, Rosja wydała odezwę do Polaków. Stryj cara Mikołaj Mikołajewicz pisał: „Polacy! Dziejów wybiła godzina, w której marzenia Waszych Ojców i dziadów ziścić się mogą, że jeszcze nie zardzewiał miecz, który poraził wroga pod Grunwaldem”   i t.p.. Podziałało to na wielu Polaków. Niektórzy szli do wojska rosyjskiego, żeby bić germańca. NawetGorczyński zaczął organizować legiony Polskie w Puławach. Jednakże na ten temat redaktor Buchner napisał w tygodniku Mucha:

"Na Niemca co wciąż się sroży
I który pragnie z rozboju żniwa,
Imć Pan Gorczyński legiony tworzy
I do szeregów Polaków wzywa.
    Lecz chociaż czuje zapał do sprawy
    Zda się że trochę złudnie oblicza
    Nie wskrzesi dawnej Legionów sławy
    Bez Dąbrowskiego i Kniaziewicza.”

[22]
W naszym domu rodzinnym niewiele się zmieniło. Tylko najstarszy brat - Franek został powołany do wojska odrazu pierwszego dnia wojny t.j. 1.8.1914r. Dostał przydział do 149 pieszej grodzieńskiej drużyny i pracował na razie w kancelarii w Małkini, gdzie jego oddział miał za zadanie pilnowanie mostów na Bugu. Rzeczy swoje t.j. ubranie cywilne, rower i inne drobiazgi przywiózł do rodziców.

Ja osobiście ucieszyłem się bardzo z roweru, na którym umiałem już od roku jeździć. Wówczas rower był mało znanym środkiem lokomocji. Zwłaszcza na wsi - starsze kobiety uważały, że to coś nadzwyczajnego, bo na dwóch kołach jedzie i nie przewraca się. Jazdy na rowerze nauczyłem się w lecie 1913r. kiedy Franek przyjechał z Grodna pociągiem do Sokołowa, a od stacji 12 km rowerem. Była to niedziela godzina 10 rano. Rodzice udali się wtedy do kościoła a w domu byłem ja sam. I zanim wrócili z kościoła ja już umiałem jeździć i popisywałem się na wsi wobec kolegów swymi wyczynami. Na co Ojciec, gdy mnie zobaczył na rowerze powiedział: „żebyś był taki chętny i zdolny do roboty jak do roweru!”

Ostatnie kilka lat przed wojną t.j. 1908 - 1913 były dość ciężkie w naszym życiu domowym pod względem gospodarczym. Ojciec wydał sporo gotówki na budowę stodoły w 1906r, obory i chlewni w 1908r. oraz studni w 1909r., a ponadto były wydatki na naukę brat w szkole, tak, ze na inne rzeczy brakło pieniędzy. Ojciec zadłużył się na sumę około 500rb., co poważny wpływ miało na moje usposobienie, gdyż na wszystko brakowało pieniędzy. W latach 1911 i 1912 chodziliśmy z dziećmi ze wsi na zarobek do kopania kartofli na Patrykozy. Dziedzic płacił dziennie po 30gr, a starszym po 40 gr. Zarobione pieniądze oddawaliśmy rodzicom. Byliśmy kilka razy t.j. Grześ, Pola, Marysia i ja.
[23]
Matka bardzo nad tym ubolewała i było jej przykro, ale Ojciec zezwalał, bo brak było gotówki. Matka domagała się żeby Ojciec sprzedał część lasu na ..., gdzie najbardziej ludzie wycinali drzewo. Wreszcie przed samą wojną Ojciec się zdenerwował i sprzedali drzewostan obaj ze stryjem. W ten sposób pozbyli 

Bryczka wolant
Ignacy Kobyliński w bryczce wolant

 się rodzice długu i kosztów oprocentowania. A przy tym wstydu, bo już nie potrzebowali pożyczać. W zimie 1914r. w styczniu kupił Ojciec kierat do sieczki i nie musieliśmy z Grzesiem męczyć się w sieczkarni, bo odtąd konie za nas pracowały. Jednocześnie Franek przysłał Ojcu 100rb przez pocztę, za co kupiono bryczkę (wolant za 75rb). Ten sprawunek nie był bardzo potrzebny, ale duma szlachecka nie pozwalała, żeby największy gospodarz we wsi jakim był Ojciec nie jechał bryczką w niedzielę do kościoła. Zresztą siostry już dorastały i wymagały wydatków na stroje t.j. sukienki i kapelusze więc i bryczka była potrzebna.

Ojciec mój został w tym czasie wybrany sołtysem, więc miał sporo spraw ogólnych do załatwiania. Bardzo lubił wyjazdy do miasta i zajmować się interesami całej wsi, do których należały: sprawy podatkowe, szarwarki i ostatnio rozpoczęte w 1912r. scalanie wsi. Geometra Janusz Wroński, który miał zrobić scalanie został zaaresztowany, gdyż działał bez odpowiednich świadectw. Wpłacona zaliczka w związku z tym przepadła. Scalenie pól zostało dokonane dopiero w 1929r.